W Kaniukach witają nas bociany, zatrzymuje na chwilę zachwyt nad budynkiem -?
… straży pożarnej!
Ktoś widział coś podobnego ?
Mijamy babcię, zagadaną z sąsiadką, na dłużej zatrzymujemy się przy krzyżu;
ta dróżka w lewo prowadzi nad Narew – chcemy zejść, zobaczyć rzekę, ale nam miejscowi odradzają, chaszcze tam brzegi porastają, ‚nie da rady’…
W zielonym domku mieszka miejscowy artysta, Włodzimierz Naumiuk.
„… już jako mały chłopiec lubił strugać drewniane gwizdki z wierzbowych gałązek, z korzeni i kawałków drewna potrafił zrobić podobiznę zwierzaka lub człowieka.
(…) jego upodobanie do drewna wywodzi się chyba stąd, iż zaraz po urodzeniu był kąpany w drewnianej kopańce (niecce), którą zrobił dla niego dziadek. – Kiedy próbowano mnie kąpać w metalowej misce darłem się wniebogłosy. Zimny metal i gorąca woda zaprzeczały naturalnemu prawu, zaś drewno utrzymywało ciepło i było miłe w dotyku.”
Więcej na temat rzeźbiarza i jego prac można przeczytać w ciekawym artykule, z którego powyższy fragment skopiowałam.
Jedziemy przez wieś, na jej końcu ma być zabytkowa cerkiewka;
wybiega do nas babuleńka jak z bajki, zagaduje, uśmiecha się, poproszona o zgodę pozuje i cieszy jak dziecko z garści cukierków…
Oj, życie, życie!
Cerkiewka też jak z bajki, niewielka, śliczniutka, za płotkiem, zamknięta, rzecz jasna;(
Kiciuś, niewzruszony, jakby był u siebie, nie drgnie nawet – a tam, zawracamy, późno się robi, czasu mało,
a przecież czasem jeszcze po prostu TRZEBA się zatrzymać na taki widok!
a przed nami jeszcze daleka droga i Puchły w planie.
….
zachwyconym Krainą Otwartych Okiennic polecam artykuł!
















