zaproszenie


blog

Moi Drodzy,

podjęłam decyzję o przeprowadzce na bloggera.

 Ten blog pozostaje jako archiwum, mam nadzieję, że nikomu nie będzie zawadzał i nie zostanie zlikwidowany.
Swoje konto na bloxie oczywiście zachowuję, mam tu przecież jeszcze inne blogi;)

Na ‚moje klimaty’ zapraszam od dziś pod nowym adresem:

http://ikroopka.blogspot.com/

Ewa

……………………

Wszystkich tu zaglądających uprzedzam,

że część starych zdjęć straciła jakość – nie mam na to wpływu, ale źle się z tym czuję;

ich wersja poprawna znajduje się w albumach picasy

………………………..

    12 kwietnia 2019

Głupcy żywią się nadzieją, mądrzejsi od nich wiedzą; jeśli nikt nie przyznaje się do autorstwa tej odkrywczej tezy, to przypiszę je sobie ja.
Niestety, a zapewne oczywiście, komuś coś zaczęło przeszkadzać i blox został zlikwidowany. Trzeba było archiwum ewakuować, co się, z pewnymi trudnościami, ale przy pomocy adminów bloxa, udało.
Czy na zawsze?

Się okaże 🙂

Legnica, historia jednego pomnika



Ten pomnik, dłuta ówczesnego specjalisty od pomników wdzięczności, Józefa Gazy, stanął w 1951 roku i niemal od początku wzbudzał kontrowersje.
Postawiony na placu im. Stalina, tym samym, na którym wcześniej stał pomnik króla pruskiego Fryderyka II i ze złomu z tegoż odlany, przedstawiał w zamyśle autora żołnierza radzieckiego, który „ściskając dłoń żołnierza polskiego, przekazuje mu niepodległość państwa polskiego. Żołnierz polski, który od Lenino do Berlina walczył ramię przy ramieniu z żołnierzem radzieckim, składa mu wdzięczność i wyrazy przyjaźni”.

Ale żołnierzowi polskiemu i radzieckiemu towarzyszy dziewczynka, której wcześniej na żadnym pomniku ku czci nie było!
Na pytanie ‚o co chodzi’, tak Gazy odpowiadał  na łamach prasy:
„Dziecko, które żołnierz polski trzyma na swym ramieniu i które wsparło swoją rączkę o pewne ramię żołnierza radzieckiego, jest symbolem młodego pokolenia, które zostało uratowane od zagłady”.


Po raz pierwszy pomysł usunięcia pomnika pojawił się już w 1956 roku, pojawił i upadł.
Przy wszelkich państwowych uroczystościach i rocznicach składano tu wieńce, a nową ‚świecką tradycją’  stało się wśród Rosjan biorących w Legnicy ślub składanie pod pomnikiem kwiatów.

Złośliwcy mówili, że był to pierwszy na świecie pomnik pedałów, w dodatku z dzieckiem;)

 W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i w ostatnim dziesięcioleciu próbowano pomnik unicestwić, ale okazało się, że ma swoich obrońców, skutecznych jak widać bardziej niż jego przeciwnicy…
Pomnik stoi, ma się dobrze, ba – zdążył nawet zostać w tzw. międzyczasie odnowiony, bo groził upadkiem.
Raz na jakiś czas temat wraca, podobnie jak i spekulacje, kogo artysta w swym dziele uwiecznił.
W 2005 r. legnicki teatr wystawił program satyryczny na temat, w którym znalazła się taka scena:

„Co ze mną?” – pyta dziecko.
„Pięćdziesięcioletnia dziewczynka nikogo nie interesuje.”- pada odpowiedź.

Cóż, prawda;)

Dziś plac nosi nazwę ‚Słowiański’, na co dzień służy młodzieży – jak widać, a co tu się dzieje od święta nie wiem, ja tam byłam tylko przejazdem…

Zainteresowanych bardziej tematem odsyłam do licznych artykułów w necie, na przykład do tego, z którego sama zaczerpnęłam informacje i cytaty.

Białystok, koniec podróży

Kończymy podróż po Podlasiu, czas pokazać kilka zdjęć ze stolicy regionu.
Nie ma sensu pisanie o miejscu, o którym powinno się coś wiedzieć, a jak się nie wie – wie się, gdzie informacji zasięgnąć, jak sądzę;)
Ograniczę się zatem do kilku zdjęć, wybranych absolutnie tendencyjnie, a na resztę, ponad 60, zapraszam do albumu, wystarczy kliknąć.







… gdyby jakieś pytania – odpowiem;)

Drohiczyn – najważniejsze miejsce na ziemi

To nie moje słowa, tak mówi o Drohiczynie Daniel Olbrychski:
„Tam wciąż nie ist­nie­je prze­mysł, więc kra­jo­braz, nie­tknię­ty przez cy­wi­li­za­cję, od wie­ków się nie zmie­nia.(..)
O uro­dzie te­go miej­sca nie spo­sób opo­wie­dzieć, trze­ba je zo­ba­czyć.
(..) choć zje­cha­łem ka­wał świa­ta, ta­kie­go wi­do­ku, ja­ki mam przed so­bą, gdy sta­ję na ta­ra­sie mo­je­go do­mu w Dro­hi­czy­nie, ni­gdzie jesz­cze nie spo­tka­łem. Mgła za­sła­nia wszyst­ko. Nic nie wi­dać, tyl­ko mo­rze chmur… A po­tem, gdy się pod­no­si, to jak­by od­sła­nia­ła się kur­ty­na, zza któ­rej po­wo­li, po­wo­li wy­ła­nia się – pro­szę mi wie­rzyć na sło­wo – baj­ko­wy wręcz wi­dok. Ze skar­py, na któ­rej stoi mój dom, wspa­nia­le się to oglą­da. ”

Nie wiem, czy potrafię pokazać urodę i nastrój drohiczyńskiego krajobrazu – nie było malowniczych mgieł, słońce paliło niemiłosiernie, chmury przybierały chwilami szarogranatowy kolor, bo zbierało się na deszcz, ale – spróbuję…
Zanim jednak – kilka słów o, bo choć zapewne każdy słyszał, że takie miejsce istnieje, to może nie każdy wie, że miało ono burzliwą historię, będąc kolejno pod władaniem m.in. Chrobrego, Jarosława Mądrego, Iziasława Mścisławowicza, ks.Leszka, Kazimierza Sprawiedliwego, Leszka Białego, Konrada Mazowieckiego – nie będę wszystkich wyliczać, zainteresowanych odsyłam do źródeł😉
bo, na przykład, już w XI w. był to gród na pograniczu rusko-polskim z ważną komorą celną nad Bugiem, którym spławiano towary na Ruś, bo tu w 1254 roku koronowany został  jedyny władca Rusi, więc jest to miasto królewskie, jakby nie było!
bo od 1520 roku do rozbiorów był stolicą Podlasia, bo słynął ze wspaniałych szkół prowadzonych przez franciszkanów i jezuitów.
Miasto okres rozkwitu przeżywało w XVI wieku, w XVII przerwał je potop szwedzki, ale upadek nastąpił dopiero w wieku XIX, kiedy to, cytuję za wikipedia.pl ” Drohiczyn przekształcił się w prowincjonalne miasteczko bez perspektyw rozwoju, oddalone od nowych szlaków komunikacyjnych. ”
Wojny XX wieku dokonały dzieła.
„Dziś Drohiczyn pełni funkcje usługowo-handlowe dla okolicznych wsi, a ze względu na malownicze położenie jest też miejscowością letniskową. Tradycje drohiczyńskich szkół podtrzymują: Wyższe Seminarium Duchowne i Liceum Ogólnokształcące.”

Tyle teorii, zapraszam na spacer;
z ryneczku przejdziemy w kierunku Góry Zamkowej, zerkniemy na zabytkowe świątynie, odczytamy czas na zegarze słonecznym, zaglądniemy do ogródków, przyglądniemy się pracom archeologicznym na miejscu nieistniejącego zamku, popatrzymy na Bug…








Wracamy, wypiwszy uprzednio kawę w knajpce nad Bugiem.

I to by było na tyle, że zacytuję św.prof. J.T.S.
wszystkie zdjęcia są w albumie, zapraszam.

na rynku w Siemiatyczach

Czy ktoś zna powód, dla którego warto byłoby zmienić trasę, żeby zobaczyć Siemiatycze?

Ja miałam Siemiatycze na trasie, więc trudno było się w nich nie zatrzymać, ale trwało to symboliczną chwilkę, bo przed nami był Drohiczyn i Kazimierz, na końcu Opole Lubelskie z noclegiem, a czasu nie za wiele.
Samochód zostawiłyśmy na tyłach rynku, skąd widać było wieże kościoła i cerkwi, górujące nad dachami.

Wróciłyśmy do rynku, leżącego przy drodze krajowej nr 19, więc można sobie wyobrazić, jaki tam panuje ruch!
współczuję mieszkańcom, zwłaszcza tym, których domy tu się znajdują…

W środku – plac z obowiązkową fontanną;)

Zaraz obok dwa z najważniejszych miejscowych zabytków – kościół p.w. Wniebowzięcia NMP i klasztor Misjonarzy,

w perspektywie Cerkiew Świętych Apostołów Piotra i Pawła

 i – koniec wycieczki, proszę państwa;
jeszcze tylko rejestruję domki od zaplecza,

 wiatrak tuż za miastem

i – w drogę, na Drohiczyn!

….

wszystkie zdjęcia w albumie, zapraszam;)

echa wojny na Dolnym Śląsku


Uwierzycie, że można jeszcze na Dolnym Śląsku znaleźć miejsca, do których dostępu bronią tablice z napisem:
„Uwaga! niewypały, niewybuchy”?
To w lesie, w miejscu zaznaczonym na mapie czerwoną kropką, całkiem niedaleko A4.


Niemcy mieli w okolicy Goczałkowa Górnego fabrykę broni, w której zatrudniali więźniów z niedalekiego Gross Rosen.
Długo po wojnie dzieci z okolicy bawiły się w zbieranie amunicji; sama znam takiego, co to do dziś wspomina z rozrzewnieniem, jak wrzucali naboje do ogniska i widzą, że matka kolegi nadchodzi.
„Matka, padnij” – wrzeszczy syn, a tu jak nie walnie!
Mam opowiadać dalej?
:)

W niedziele szwendaliśmy się trochę po Dolnym Śląsku, pogoda nie była zbyt ciekawa, ale kilka zdjęć zrobiłam, pokażę;)

Gdyby kogoś temat zainteresował, odsyłam na forum.

cerkiew, park miniatur i Lenin, czyli z krótką wizytą w Hajnówce

W drodze z Białowieży zatrzymałyśmy się na chwilę w Hajnówce.
Chciałyśmy zobaczyć cerkiew, tym razem absolutnie nowoczesną, przedstawianą przez przewodnik jako duma miasta, jedną z największych świątyń prawosławnych w Polsce, mogącą pomieścić jednorazowo 5000 ludzi – Sobór Św.Trójcy.


Była zamknięta, w końcu to środek tygodnia, a i pora przedwieczorna, zatem nikt nie powinien się dziwić;
znaczy – przestałam się już dziwić, choć żałuję, bo ponoc jest jedyna w swoim rodzaju.

Na szczęście dziwić się można też pozytywnie – niemal vis a vis cerkwi zobaczyłyśmy coś, o czym jeszcze przewodniki milczały, a mianowicie Park Miniatur Zabytków Podlasia, funkcjonujący od niedawna, więc i szerzej nieznany, z dość jeszcze skromnym dorobkiem, za to z właścicielami-pasjonatami, w osobach ojca i córki, którzy na wzór kowarskiego , postanowili podobny, podlaskiej architekturze poświęcony, tu, w Hajnówce postawić.
Planowane miniatury prezentowane są graficznie, na rysunkach Władysława Pietruka.
Życzę powodzenia, odsyłam do strony, reklamuję!

Kilka z miniaturek będziecie chyba umieli przypisać ich pierwowzorom?


Na kawę wstąpiłyśmy do lokalu w okolicy rynku, którego nie ma, a jakoby był…

Nie, nie usiadłyśmy w środku, a obok po sąsiedzku – kawa z takim widokiem smakuje jak dwa w jednym, cokolwiek to znaczy;)
Miasteczka nie zwiedzałyśmy, spieszyłyśmy się zobaczyć zachód słońca nad Bugiem – nie wiem, było warto…?




Wszystkich zdjęć, oczywiście, nie zamieściłam, chętnych zapraszam do albumu ‚Białowieża i Hajnówka’ na picasa.pl